[Recenzja] Dungeon Hearts
ss_7003ce5c7b227004822cfca7aa5b3af341514ebc.600x338 - Kopia

Premiera Dungeon Hearts od jednoosobowego studia Cube Roots już jutro — zgaduję więc, że kod na „betę”, który otrzymałem jest już dosyć zaawansowanym buildem i daje dobry obraz zabawy, z którą będziemy mieli do czynienia. Tym bardziej, że wszystkie „ficzery” wypisane na karcie katalogowej gry na Steamie były już w wersji, którą przeszedłem. I, niestety, nie zachwycają. Jak na mieszankę gry rytmicznej przypominającej wizualnie Theatrhythm Final Fantasy i mechaniki „łączenia trzech kulek” w stylu Bejeweled / Puzzle Quest… wyszło dosyć średnio.

O co chodzi?

Podstawy rozgrywki są bardzo proste: po lewej mamy czterech bohaterów, którzy walczą ze stojącym po prawej potworem. Dzieje się to poprzez łączenie kulek o różnych kolorach w trójki – wtedy przerabiają się w kryształy — i klikanie ich zanim znikną. Potwór dostanie tyle obrażeń, ile kryształów ustawiliśmy pionowo i poziomo, ile podobnych im kolorystycznie kulek jest w rzędzie… i tak dalej. Zasady nie powinny sprawić problemu nikomu, kto miał do czynienia z grami typu „połącz trzy”, a nawet pojawiające się później utrudnienia nie są przesadnie skomplikowane.

Musimy uważać bowiem na wysyłane w naszą stronę „złe” bloczki i dostosowywać układy kryształów tak, by znikając zabrały ze sobą też np. coś, co mogłoby zadać nam sporo obrażeń. Albo pozbawić nas obrony. Albo jeszcze coś innego: przeszkadzajek jest mnóstwo i czasami nawet dosyć kreatywnie uprzykrzają nam życie. Głównie dlatego, że trafiają się też takie, w które uderzyć trzeba dwa-trzy razy, żeby zniknęły.

Wszystko sprawia, że rozgrywka w Dungeon Hearts jest bardzo dynamiczna i po odpaleniu tej gry naprawdę nie wiedziałem, kiedy minęła godzina, która jest potrzebna na przejście jej od początku do końca na normalnym poziomie trudności. I chociaż sześćdziesiąt minut w przypadku tego typu produkcji to zaskakująco niewiele, to na szczęście za każdym razem, zaczynając od nowa, zobaczymy inny układ potworów i plansz — za jednym zamachem mamy okazję walczyć z 20-kilkoma z czterdziestu dostępnych.

Więc co jest nie tak?

Mimo wszystko Dungeon Hearts ma w sobie trochę dziwnych rozwiązań, których nie jestem w stanie racjonalnie uzasadnić. Głównym zarzutem przy grze, która rozgrywa się na czymś przypominającym pięciolinię jest to, że nie ma ona nic wspólnego z rytmiką: muzyka może i leci, ale grając bardzo szybko zdajemy sobie sprawę, że poza ciekawym soundtrackiem niewiele dodaje do zabawy. Po Theatrhythm Final Fantasy, z którego wizualnie produkcja Cube Roots czerpie garściami, spodziewałem się raczej kreatywnego rozwiązania wymagającego ode mnie rzeczywistego wsłuchania się w dźwięki. Niestety. Druga dziwna decyzja związana z muzyką to to, że podkład wybieramy z poziomu opcji w menu i musimy go najpierw odblokować — przez godzinę może towarzyszyć nam jeden utwór i dopiero kiedy postanowimy go przełączyć usłyszymy coś nowego.

Dosyć niezrozumiały chaos wprowadza też ilość informacji, które trzeba zapamiętać podczas pierwszego podejścia: czwórka bohaterów potrafi korzystać ze swoich specjalnych umiejętności, kiedy załaduje im się odpowiedni pasek, ale umiejętności te nie są w żaden sposób wygodnie podpisane. Strzelałem więc na ślepo i czasami marnowałem „manę” na coś zupełnie nieprzydatnego, byle tylko zobaczyć co się stanie. Podobnie jest z kluczowym elementem rozgrywki: przeszkadzajek w pewnym momencie pojawia się tyle, że zapamiętanie ich wszystkich graniczy z cudem. A że wprowadzana jest co chwilę nowa, to przestaje mieć to jakiekolwiek znaczenie i po prostu robi się wszystko, co możliwe, byle ich uniknąć.

Ogółem: Dungeon Hearts jest solidnym tytułem, który może się podobać, ale póki co jest też nie bardzo dopracowaną grą, która przez swoje małe nieporadności ogromną ilość graczy odrzuci. Na pewno też nie jest tytułem, za który można z czystym sumieniem płacić więcej, niż – może — 10 złotych. Przypomina raczej pierdółkę projektowaną pod komórki i z jakichś powodów przerobioną na PC przed androidowo-iPhone’ową premierą, co niekoniecznie wyszło jej na dobre.

Jeżeli szukacie RPG z casualową mechaniką: Puzzle Quest wciąż jest najlepszym wyborem. Jeżeli gry rytmicznej: pełno tego wszędzie, a Dungeon Hearts tych oczekiwań nie spełni.

Odpowiedz!