[Zagraj] Depression Quest
245177-depr

Listę czynności uznawanych przez moje ciało za nieprzyjemne otwierałoby prawdopodobnie słuchanie “Hello” Lionela Richie gdziekolwiek poza taksówką o czwartej nad ranem. Kilka poziomów niżej znalazłyby się oglądanie wiadomości na TVN24 i czytanie prawicowych publicystów piszących w gazetach, których nazw już nie jestem w stanie spamiętać. Gdzieś w tych okolicach byłoby też miejsce dla spędzania czasu z grami pokroju Medal of Honor: Warfighter, czy Aliens: Colonial Marines. Z jakiegoś powodu wolę przez godzinę nurzać się w porażająco smutnym klimacie takich rzeczy, jak Depression Quest, niż mieć do czynienia z czymkolwiek z powyższej listy.

Głównie dlatego, że Depression Quest, chociaż ciągle ociera się o granicę niestrawnego kiczu, ani razu tej granicy nie przekracza i nie wywołuje uczucia marnowania czasu spędzonego na czytaniu wydumanych zapisków z pamiętnika gimnazjalisty, którego rodzice odcięli na miesiąc od YouTube’a. Nie przypominam sobie gry poruszającej problem depresji z takim taktem, uczuciem i zrozumieniem, jak małe dzieło Zoe Quinn.

Nie żebym cierpiał na depresję, bo — jak się okazuje — bez najmniejszego problemu dotarłem w tej dość krótkiej grze do szczęśliwego końca, co chyba nie wszystkim się udaje, patrząc po reakcjach i spowiedziach innych graczy w internecie. Nie żeby była to jakakolwiek metoda diagnozy, oczywiście. Przy drugim podejściu klikałem wszystko, co uznałem za najgorsze tylko po to, żeby zobaczyć jaka byłaby alternatywa dla tęczy i wesołej piosenki, która mnie spotkała.

Straszna. Naprawdę.

Depression Quest powstał pod okiem Zoe Quinn, ale był projektem wymagającym kolaboracji co najmniej kilkunastu osób. Tworzono go głównie z empatii: cierpiący na depresję ludzie chcąc pomóc innym znajdującym się w podobnym stanie postanowili zrobić coś, co nie jest smętnym numerem telefonu na bilboardzie wywieszanym w środku miasta. Zrobili przeglądarkową “przygodówkę”, w której czyta się tekst i wybiera konkretną opcję. Jedną z kilku, najczęściej — ograniczonych już od początku, bo wszystkie “normalne reakcje społeczne” są z gruntu przekreślone. Można je zobaczyć — są w świadomości bohatera, gracza — ale nie można z nich skorzystać. Jeden z najbardziej subtelnych i poruszających sposobów przedstawienia niemożności dokonania “czegoś właściwego”, z jakim się spotkałem. Domyślam się, że odbiorcy znający ten problem z własnego doświadczenia będą w stanie dzięki tej grze prześledzić niektóre ze swoich wyborów i zobaczyć do czego, ewentualnie, mogłyby doprowadzić. Z drugiej strony ludzie, którzy nawet nie wyczuwają w sobie najmniejszej skłonności do wyhodowania tego typu problemu będą w stanie zobaczyć wewnętrzne monologii swoich — może nawet — kolegów, czy koleżanek.

Drugim celem tworców było zainteresowanie problemem depresji innych — media, zwykłych ludzi, przypadkowych “gapiów”, którzy nie mają co robić w pracy i akurat strony z tą akurat grą nikt im korporacyjnie nie zablokował. I wykonali swoją robotę świetnie, bo poza grą w Depression Quest znajduje się też sporo informacji na temat choroby, którą depresja jest, a z czego ludzie z reguły nie zdają sobie sprawy. W trakcie gry pojawiają się nawet komentarze odnośnie powszechnych reakcji — rada: “Nie smuć się” nie jest żadną radą. Nie da się w ten sposób poprawić, cytując, spieprzonej chemii w mózgu.

Trzecim celem była pomoc. I aż szkoda, że raczej nigdy nie doczekamy się tłumaczenia tej gry na język polski, bo zagraniczne numery telefonów na niewiele się nam zdadzą. Bardzo dobrze jednak, że nie są wciskane na siłę jako lek na wszystko — Depression Quest w ogóle niczego na graczu nie wymusza, niczego nie wymaga. Jest tylko… obiektywnym studium potencjalnego everymana, które ma nieszczęście cierpieć na depresję? Może.

Nie warto jednak pisać na ten temat tekstu równie długiego, co scenariusz tej stosunkowo krótkiej — zajmującej 30-60 minut — gry. Warto natomiast odpalić ją wieczorem i przejrzeć się w tym (krzywym, albo i nie) zwierciadle.

[Depression Quest]

Piecho
15.03.2013 at 14:54

Dzięki za polecenie.Sama koncepcja i wykonanie jest świetne. Można łatwo wczuć się w postać z gry. Szybko złapałem się na tym, że podejmuję decyzje podobne jakie podjąłbym w prawdziwym życiu. Ciekawe jest to, że skutki widzimy przez całą resztę gry. Polecam, dużo lepiej spędzone 40min życia niż oglądanie durnego serialu w TV.

    Piecho
    15.03.2013 at 15:01

    Co do zakończenia to u mnie nie było tęczy i jednorożców a jedynie ciemność, smutek i cierpienie. Kotek nie pomógł :(

04.12.2015 at 22:19

Remarkable! Its truly awesome paragraph, I have got much clear idea regarding from this post.

Odpowiedz!